Jednym z projektów, które zaplanowałem na 2014, a o których wcześniej nie wspominałem, było przebrnięcie przez wszystkie zaległe książki, jakie mam na półkach (oraz przynajmniej część e-booków).  Razem daje to około 80 tomów, przy czym część z nich jest już częściowo napoczęta i wymaga jedynie doczytania –  niekiedy kilkudziesięciu stron, niekiedy niemal całej książki. Co istotne, daję sobie też prawo niektórych książek nie doczytać – po prostu uznać w trakcie lektury, że nie wnoszą wystarczającej wartości, by kontynuować ich czytanie.

Wbrew pozorom, to też jest dla mnie osiągnięcie. Swego czasu miałem bardzo silną potrzebę doczytania rozpoczętych książek, „domknięcia” w głowie odpowiedniego obszaru. Jakkolwiek może to brzmieć śmiesznie dla kogoś, kto nie doświadczył takiej potrzeby, nauczenie się jej obchodzić przez po prostu uznanie książki za „odrzuconą” było dla mnie naprawdę dużym odkryciem.


Po co to wyzwanie? Cóż, na rynku co i rusz pojawiają się nowe książki, z którymi warto by się zapoznać, a zdecydowanie chciałbym uniknąć „chomikowania” książek, do którego mam niewątpliwie skłonności. Postanowiłem więc celowo skupić się na przebrnięciu przez zgromadzony zapas i faktycznie włożyć w to nieco pracy. Postaram się co jakiś czas pisać na blogu uaktualnienie odnośnie postępów w projekcie.


Forma: Książki czytam – zdecydowanie nie trawię wersji audiobookowej, aby dobrze zrozumieć treść wymaga ona odemnie nieporównywalnie więcej uwagi, będąc przy tym, paradoksalnie, dużo mniej angażująca. Nie mam natomiast nic przeciwko „skanowaniu” – jeśli widzę, że książka zwalnia i nie daje wartościowych treści, nie mam oporów przed skanowaniem i przeskakiwaniem. Duża część książek jest w wersji angielskiej – co tu dużo mówić, tamten rynek wydawniczy jest po prostu nieporównywalnie większy.


Postępy: Kończy się właśnie styczeń, a na razie mam za sobą dziewięć książek.

Danny Wallace – Awkward Situations for  Men 1 i 2 – doczytane do 3/4 i 1/2, odpowiednio i porzucone. Jest kilka książek Danny’ego, które uwielbiam, ale felietony w ASfM są po prostu miałkie w porównaniu z „Join Me” czy „Yes Man”

Oliver Sacks – Antropolog na Marsie – dokończona (wcześniej przeczytana tak w 1/2), zdecydowanie polecam osobom zainteresowanym neurologią, tu tom skupiony na przypadkach nietypowego działania mózgu u osób, którym daje to inną perspektywę na życie.

Simon Singh i Edzard Ernst – Trick or Treatment – dokończona (wcześniej przeczytana tak w 1/2), zdecydowanie polecam, m.in. jako wprowadzenie do sceptycyzmu. U nas wydane jako „Lekarze czy Znachorzy”

Cory Doctrow – Little Brother – przeczytana, całkiem niezła powieść, cierpiąca nieco na „syndrom pasjonata”, ale ze sprawną akcją i potrafiąca naprawdę grać na uczuciach, m.in. przez uderzenie w jeden z realnych współczesnych lęków. *Syndrom pasjonata – strasznie mnie, autora, kreci jakaś dziedzina, więc w książce rozpiszę się na jej temat w sposób zdecydowanie przekraczający potrzeby fabularne i wręcz przytłaczający czytelnika zbędnymi informacjami.

Holly Beck – The Poison Eaters – porzucony w trakcie – dość miałki zbiór opowiadań

Krzysztof Bielecki – „Miasto to gra”, „Kod, czyli rzeczy, które zauważasz w mieście, gdy wpatrujesz się w nie odpowiednio długo” – porzucone. Do tych książek zabierałem się od ponad pięciu lat. Ogromnie szanuję Krzyśka jak osobę – jest najbardziej kreatywnym i pozytywnie odlecianym człowiekiem, którego znam. Jego fabularne ksiażki – „Defekt Pamięci” oraz „I nagle wszystko się kończy” – są całkiem niezłe. Natomiast „Miasto” i „Kod”, będące w zasadzie sprawozdaniami z gier miejskich, które prowadził… Nie żałuję zakupu, bo wsparłem dzięki temu fajne projekty, ale w tym miesiącu definitywnie pożegnałem się z tym, że kiedykolwiek te książki przeczytam.

Coleen Jones – Clout – przeczytana, całkiem ciekawa książka nt. projektowania stron, dała mi kilka rzeczy do przemyślenia.


Podsumowując: Z jednej strony  wychodzi nieco ponad normę, ale z drugiej kilka książek było przeskoczonych i generalnie były to dość łatwe tomiki, a na liście jest kilka cięższych, neurologicznych tomów, zobaczymy więc jakie będą postępy projektu w kolejnych miesiącach…

flea-market-237460_640


Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem. Pierwszy zjazd rozpoczyna się już 21 września! 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis