8 najpopularniejszych nieporozumień na temat mózgu…

„Neuro” sprzedaje. Odwołania do tego jak działa nasz mózg są coraz częściej używane w reklamach. Badania marketingowe pokazują, że tzw. neuroporno  (filmiki lub grafiki pokazujące podświetlane fragmenty mózgu i sugerujące jakąś aktywność) zwiększają wyraźnie perswazyjność przekazu. W coraz większej ilości publikacji neuro neuro neuro pogania.

To zainteresowanie neurologią byłoby fajne i cenne – gdyby było trafne. Niestety dużo częściej „neuro” zaczyna być stosowane jako magiczne zaklęcie. Ot, kolejny „buzzword”, kolejne popularne hasło, które ma wyjaśniać jakieś subiektywne poglądy. Ktoś się z poglądami nie zgadza? Nie może, w końcu to neuro! Neurodydaktyka, neurofizjologia, neuroedukacja, neuromarketing, neurobiologia, neurocoaching, neuropolityka. Niedługo pewnie doczekamy się neurogastronomii i neurogeografii.

Dla jasności, każda z tych dziedzin (no, może poza neurogeografią) mogłaby być rzetelnym obszarem wiedzy. Problem w tym, że niemal nigdy nie jest i większość materiałów wypuszczanych pod takimi hasłami to zwykły szajs. Co więcej, szajs bardzo powtarzalny – ludzie przyjmują pewne poglądy i puszczają je dalej w świat. Nie wiedzą, że mogliby inaczej. No i bo skąd mają wiedzieć, skoro faktyczna wiedza neurologiczna nie jest zbyt popularna, ani zbyt łatwa do przyswojenia?

Dlatego pomyślałem, że warto poświęcić wpis popularnym błędom i nieporozumieniom związanym z mózgiem. Nie tyle mitom, co po prostu błędnym wyobrażeniom, które generują wiele problemów. Co istotne, nie zajmuje się tutaj mitami typu „używamy tylko 10% mózgu” – tym poświęcam wiele innych wpisów.

1. Coś wywołuje określony stan w mózgu, więc jest prawdziwe

Niewiele osób wie, że moja praca magisterska dotyczyła hipnozy. A hipnoza ma akurat to do siebie, że przez długi czas była podważana jako zjawisko. Uważano, że chodzi tu o ewentualne podgrywanie przez ludzi, presję społeczną, itp. Większości krytyków usta zamknęły dopiero badania, pokazujące, że hipnoza prowadzi do zmienionego funkcjonowania mózgu (np. takie).

Skoro hipnoza wywołuje inny stan mózgu, to oficjalne! Jest oddzielnym stanem świadomości!

Sęk w tym, że to nic nam tak naprawdę nie mówi. Gdyby bowiem hipnoza była „tylko” podgrywana przez ludzi – i tak mogłaby prowadzić do zmienionego funkcjonowania mózgu. Ponieważ absolutnie wszystko co robimy prowadzi do jakichś zmian w funkcjonowaniu mózgu.

Wydaje się, że w tym nieporozumieniu przebijają się fragmenty starego dualizmu, oddzielenia ciała i umysłu. „Póki coś jest tylko subiektywnie doznawane w umyśle, to nie jest to realne, ale jeśli ma fizyczny odpowiednik, to staje się realne.” Problem w tym, że cały umysł ma – bo musi mieć – swój fizyczny odpowiednik. Aktywność Twojego mózgu „produkuje” Twój umysł. Więc cokolwiek dzieje się w Twoim umyśle, będzie miało odpowiednik fizyczny w mózgu. Jeśli nagle zaczniesz subiektywnie czuć, że jesteś Zeusem – to też będzie miało fizyczny odpowiednik w Twoim mózgu. Nie uczyni to Twojego bycia Zeusem ani trochę bardziej prawdopodobnym. (Co innego jakbyś zmienił się w złoty prysznic dla uwiedzenia kogoś, to byłoby silnym argumentem dla opcji Zeusowej.)

P.S. Swoją drogą, istnienie hipnozy jako zjawiska faktycznie potwierdzają badania. Tyle, że nie neurologiczne, a np. badania pokazujące, że da się wykorzystując hipnozę zablokować tzw. efekt Stroopa. A to na tyle pierwotne zjawisko poznawcze, że nie sposób jego zahamowania wyjaśnić presją społeczną.


2. Coś wywołuje trwałe zmiany w mózgu, więc jest poza naszą kontrola

Jednym z najczęściej stawianych argumentów na rzecz „chorobowego” modelu uzależnień jest fakt, że długotrwałe uzależnienie prowadzi do realnych, mierzalnych zmian w mózgu. To – w oczach zwolenników tego modelu – silny argument, że uzależnienie po prostu zmienia ludzi i nic z tym nie mogą zrobić.

Jest z tym podejściem jeden duży problem.

Słuchanie dużej ilości disco polo wywołuje trwałe zmiany w mózgu.

Regularne chodzenie na ryby wywołuje trwałe zmiany w mózgu.

Chodzenie do szkoły wywołuje (a przynajmniej mamy taką nadzieję jako społeczeństwo) regularne zmiany w mózgu.

Cokolwiek, czego zrobisz wystarczająco dużo, wywoła trwałe zmiany w mózgu. Nasz mózg jest plastyczny i zmienia się pod wpływem doświadczeń. Zmiany te, jeśli zostaną powtórzone wystarczająco często, są trwałe… Chyba, że zaczniemy mieć inne doświadczenia, które mogą prowadzić do innych zmian.

Owszem, zmieniona struktura mózgu może i będzie utrudniać zmianę określonych zachowań. Ale nie czyni takiej zmiany niemożliwą.

Wydaje się, że tu po raz kolejny odzywa nam się wspomniany dualizm – póki coś jest w umyśle jest płynne, ale jak już zostanie „utrwalone” w ciele, to nie ma przeproś. Tymczasem, ponownie, nie ma tu żadnego podziału. Tak, uczymy się różnych zachowań i wzorców. Nie znaczy to, że nie możemy się oduczyć.


3. Obrazowanie mózgu pozwala nam coś jasno i bezdyskusyjnie stwierdzić

Tematyce tej poświęciłem nawet nie artykuł, a cykl artykułów, ale warto raz jeszcze przypomnieć – możliwości narzędzi do badania mózgu są ograniczone. Tak, w filmach czy serialach mamy pokazane te piękne kolorowe zdjęcia, gdzie to co nieaktywne jest niebieskie, a to co aktywne jest żółto-czerwone. Tyle, że to taki trochę fałsz, podobnie jak zdjęcia kosmosu z NASA. Nie, nie martwcie się, nie poleciałem w płaskoziemię ;) Tu i tu używane są po prostu pewne modyfikacje systemowe, by uwydatnić pewne elementy. Teleskop Hubbla zbiera obrazy w czerni i bieli, kolory dodawane są później, dla podkreślenia obiektów o określonej długości fali świetlnej. Budowany obecnie teleskop Jamesa-Webba zbierać ma informacje w paśmie podczerwonym – ponownie, daleko im będzie do pełnej gamy kolorów. Podobnie z badaniami aktywności mózgu. Mózg jest aktywny przez cały czas. Dlatego typowe skany aktywności mózgu tak naprawdę pokazują różnicę między zwykłym funkcjonowaniem, a szczególnie wzmocnionym czy zahamowanym w danym momencie.  To co tak rozbłyska to obszary „bardziej aktywne niż zwykle”, a nie „obszary aktywne”.

Tyle tylko, że ta technika jest niestety bardzo podatna na zakłócenia. Mamy tu ogromnie złożone obróbki statystyczne, wymagane by cokolwiek z tego wyciągnąć. Dlatego łatwo tu o błąd (że przypomnę niesławną nagrodę igNobla za fMRI martwego łososia).

Wyniki badań neuroobrazowania mogą być pewnymi, całkiem istotnymi wskazówkami. Ale same z siebie, ze względu na liczne ograniczenia technologii, nie są zwykle wystarczające. Co gorsza, błąd w tym zakresie jest często łączony z poprzednimi dwoma błędami, prowadząc łącznie do solidnych nieporozumień. Oczywiście, wraz z rozwojem technologii można tu liczyć na stopniową poprawę i wzrost jakości takich wyników. Po prostu warto nie nadużywać ich roli tu i teraz.


4. Neurony lustrzane pozwalają nam odczuwać empatię

Jedno z nieporozumień, które sam niestety błędnie powielałem przez lata. Neurony lustrzane to neurony, które aktywują się w naszym mózgu zarówno gdy sami coś robimy, jak i gdy widzimy tą samą akcję wykonywaną przez inną osobę (lub zwierze). Ich odkrycie pod koniec ubiegłego wieku stało się podstawą do licznych teorii n.t. rozwoju ludzkiego języka i empatii. Wszystko to tworzy ładną i przekonującą historię…

Tyle tylko, że na koniec dnia nie mamy na nią wystarczających dowodów. Ba! Przez długi czas były nawet pewne wątpliwości czy neurony lustrzane występują w ogóle u ludzi (ich pierwotne odkrycie było u makaków i innych naczelnych, są też pewne dowody na podobne systemy u ptaków). Dziś wiemy, że raczej są, ale lista ich możliwych funkcji jest dość złożona. Może odpowiadają faktycznie za empatię. A może są elementem systemu „symulacji świata”, przy użyciu którego automatycznie przewidujemy co się zaraz może wydarzyć. Może są elementem systemu uczenia się z zachowań innych ludzi.

Nie wiemy tego. Hipotez jest dużo, jedna (empatyczna) zdobyła ogromną popularność w popularnej wyobraźni, ale fakt jest taki, że tak naprawdę nie wiemy jak te neurony działają i na tym etapie mówienie definitywnie, że dają taki czy inny efekt jest po prostu nieuprawnione. Tak, wiem „wiecie, mamy takie neurony i one coś robią, ale w sumie nie wiadomo co, ale fajne są” to dużo gorsza historia niż „no i dlatego właśnie Zegrzysławku jak trzaśniesz Corwina doniczką w potylicę, też się z tym źle poczujesz…”


5. Mózg jest złożony i nieznany, więc może być zdolny do wszystkiego, w tym mojej ulubionej teorii

To nieporozumienie jest dla mnie chyba najbardziej wkurzającym. Tak naprawdę to forma argumentu do ignorancji. Tymczasem dobór sensownej teorii tak nie działa. Nawet jeśli nie wiemy jeszcze wszystkiego o działaniu mózgu, to co wiemy pozwala nam na wygenerowanie pewnej przestrzeni prawdopodobieństw. Takiego drzewa gdzie bliżej położone gałęzie mają np. 90% szans na bycie prawdziwymi, dalej 50%, 20%, 5%, 0.001%, itp. Jesteśmy w stanie dość trafnie powiedzieć co może się mieścić na tych bliższych, a co na dalszych gałęziach. Jasne, będą 90%-ki które odpadną. Będą, wśród niezliczonej ilości 1%, jakieś, które się trafią. Przeciętnie co setna ;) Ale, że nie wiemy które, to i tak 90-krotnie lepiej jest obstawiać te 90%-ki, niż 1%-ki.


6. Neuroprzekaźniki, a hormony

Wspominałem już o tej kwestii w innym wpisie, ale warto do niej wrócić. Neuroprzekaźniki i hormony bywają bardzo często mylone ze sobą. (Nie pomaga tu też fakt, że pewne substancje w oddzielnych systemach działają raz jako neuroprzekaźniki, a raz jako hormony.) Podstawowy podział można wskazać tak: hormony produkowane są w gruczołach i rozprowadzane po całym ciele, w ramach układu, nomen-omen, hormonalnego oraz układu krążenia. Cząsteczki hormonów mają charakterystyczne kształty, które pasują do specjalnych „bramek” (receptorów) w komórkach docelowych. Gdy dotrą do takich komórek i podłączą się do tych bramek, jest to sygnał dla komórki by zmieniła w jakiś sposób swoją funkcję. Neuroprzekaźniki funkcjonują zaś w układzie nerwowym i produkowane są zwykle w ramach konkretnych komórek, które ich używają. Gdy przez daną komórkę przechodzi ładunek elektryczny, prowadzi on m.in. do wydzielenia jej neuroprzekaźników do przestrzeni synaptycznej (połączenia z kolejną komórką w sieci neuronalnej). Ta komórka rozpoznaje otrzymane neuroprzekaźniki (znów, przez odpowiednie, dopasowane do ich kształtu receptory). W zależności od rodzaju neuroprzekaźnika, błona komórkowa staje się nieco mniej lub bardziej izolowana elektrycznie. Gdy przekroczy pewną dolną granicę izolacji, następuje zmiana potencjału i impuls elektryczny leci wzdłuż kolejnej komórki (która jednocześnie znów staje się izolowana, wracając do pierwotnego układu).

Przez analogię można by porównać hormony do listonoszy dostarczających poborowym wezwanie do wojska – nagle ktoś dostaje informacje i przestaje być cywilem, a staje się żołnierzem. Tymczasem neuroprzekaźniki są niczym drobne płacone w bramkach na autostradzie – jeśli zapłacisz ich dość, bramka się otworzy i ruch może popłynąć dalej. (Z zastrzeżeniem, że obydwie analogie są dość luźne – nie biorą pod uwagę np. hamujących – zwiększających izolację – neuroprzekaźników.)

Mylenie hormonów i neuroprzekaźników może się wydawać drobną kwestią, ma jednak szereg istotnych konsekwencji. Np. o ile hormony możemy podać (np. w zastrzyku) i może to pomóc, o tyle neuroprzekaźników już nie wprowadzimy tak łatwo. Przeszkadza nam zarówno to, że są wykorzystywane lokalnie przez daną komórkę, jak i przede wszystkim tzw. bariera mózg-krew. Sprawia ona, że zawartość krwi nie trafia do mózgu – inaczej moglibyśmy np. po prostu podawać osobom z depresją serotoninę w tabletkach. Są pewne substancje zdatne przekroczyć tą barierę (inaczej nie mielibyśmy np. substancji psychoaktywnych), ale jest ich relatywnie niewiele. Są też próby pośredniego wpływania na neuroprzekaźniki, przez spożywanie ich tzw. prekursorów, czyli substancji z których komórki dopiero budowałyby cząsteczki danych neuroprzekaźników – ale ponownie, to złożony proces.


7. Powinno nam zależeć na jak największej ilości połączeń w naszym mózgu

Jak to pięknie ujął Ben Goldacre „myślę, że odkryjesz, że to nieco bardziej złożone…”

Połączenia między neuronami zwykle mogą być faktycznie korzystne… Aż przestają takie być. Owszem, mamy liczne badania pokazujące, że np. u starszych osób o bogatszym życiu intelektualnym choroby neurodegeneratywne typu Alzhaimera są mniej szkodliwe. Wydaje się to być pochodną nie tyle jakiejś ochronnej funkcji bogatszego życia intelektualnego, co po prostu tego, że mając tak duży wybór obszarów do zaatakowania, jest mniejsza szansa, że choroba uszkodzi akurat coś naprawdę krytycznego. To trochę jak gladiatorzy w starożytnym Rzymie, którzy hodowali sobie nieco sadełka, żeby ewentualne rany cięte czy kłute miały mniejsze szanse na wywołanie poważnych uszkodzeń.

Jednocześnie jednak jest coś takiego jak przeuczenie. Jeśli dany obszar (np. odpowiedzialny za ruchy ręką podczas pisania na klawiaturze czy gry na skrzypcach) stanie się w toku nauki zbyt wyspecjalizowany, zbyt przeczulony, stanie się też niezdolny do normalnego funkcjonowania. (W podanych przykładach objawia się to niekontrolowanymi skurczami czy gestami.) Możemy się wbrew pozorom przeuczyć. Poza tym im bardziej rozbudowana sieć, tym więcej czasu wymaga pełne przejście informacji przez cały system. Dlatego wydaje się, że organizacja mózgu dąży raczej do ściśle powiązanych podsystemów, dużo silniej połączonych wewnętrznie, niż z innymi podsystemami, niż do uogólnionego połączenia wszystkiego ze wszystkim.

Co więcej, ogromna część rozwoju zwłaszcza dziecięcego mózgu to właśnie usuwanie kolejnych połączeń (tzw. synaptic pruning, synaptyczne przycinanie). Chodzi o to, że małe dzieci rodzą się gotowe do szybkiego dostosowania do bardzo różnych warunków – po czym, w zależności od życiowych doświadczeń, tracą część tej łatwej elastyczności na rzecz szybszych i bardziej precyzyjnych reakcji.


8. Skoro depresja wiąże się z zaburzeniami neurochemicznymi, to wystarczy zrobić coś miłego, wydzielić jakiś neuroprzekaźnik kojarzony ze szczęściem i po sprawie.

Nieporozumienie szczególnie niesprawiedliwe dla osób mających faktyczne problemy z depresją, ale też często powielane (obok innych mitów n.t. depresji). Tu jest to nieporozumieniem, a nie mitem, bo faktycznie depresja często wiąże się z zaburzeniami neurochemicznymi i faktycznie jedną z form terapii jest zmiana w zakresie neuroprzekaźników. Chodzi tu jednak o nadmiar receptorów serotoniny, w wyniku czego nawet jeśli jest wydzielana, to nie ma na nią reakcji. (Zbyt mało cząsteczek dociera do receptorów, by wywołać odpowiednią zmianę w błonie komórkowej i kolejny impuls elektryczny). Co gorsza, komórki interpretują ten „nadmiar” niewykorzystanej serotoniny, krążącej w przestrzeni międzysynaptycznej, jako sygnał „za duża produkcja” i ograniczają tworzenie nowych cząsteczek, jeszcze pogarszając problem.

Dodatkowo, ponieważ chodzi tu konkretnie o receptory serotoniny, nie wystarczy „zrobienie sobie czegoś przyjemnego” i (tak, niestety spotkałem się z takimi tezami) „wypuszczenie dodatkowej dopaminy”. Chodzi i zmianę konkretnie w zakresie serotoniny.

Poczucie się dobrze, tu niestety nie wystarcza – potrzebne są konkretne leki, które prowadzą do tzw. zahamowania wychwytu zwrotnego serotoniny. W efekcie nie tylko nie pojawia się ten sygnał „za duża produkcja”, ale i kolejna komórka w sieci zaczyna regularnie dostawać sygnał p.t. „mamy dość serotoniny” i długoterminowo zmniejsza się ilość docelowych receptorów. (Uznane zostają za niepotrzebne.) W efekcie potrzeba dużo mniej serotoniny do ponownej aktywacji komórki.


Mózg jest fascynującą strukturą i większa wiedza o nim jest zdecydowanie cenna. Po prostu warto dbać o to, by posługiwać się faktycznie wiedzą, a nie ładnie brzmiącymi hasłami, które więcej ukrywają, niż ujawniają.



Potrzebujesz dawki solidnej determinacji do działania? Chcesz zaangażować się bardziej, usprawnić swoje działanie, wesprzeć swoją motywację? Chcesz by Ci się bardziej chciało, a co ważniejsze - chcesz być w stanie robić to co trzeba, nawet gdy Ci się niezbyt chce? Poznaj e-kurs Determinacja w Działaniu! 26 lekcji wideo, 210 minut, praktyczne i konkretne rozwiązania do wprowadzenia w życie od razu! Już teraz na Mindstore.pl


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis