Filmy, które oglądamy czy książki, które czytamy mają całkiem spory wpływ na nasze postrzeganie świata i oczekiwania od życia. Kształtują nasze zachowania na wiele sposobów, często subtelnych, a niekiedy bardzo bezpośrednich. Różne uproszczenia i klisze stosowane w filmach nie są bynajmniej wykorzystywane w złej woli. Po prostu, pewne rzeczy łatwiej jest tak przekazać. Zamiast tłumaczyć, że bohaterowie mają odnoszącą sukcesy firmę mieszczącą się w małym mieszkaniu, łatwiej pokazać ich w garniakach w wielkim biurowcu. W ramach filmu spełnia to swoją rolę – niestety przy okazji kształtuje u widzów przekonania nie tylko fałszywe, ale po prostu szkodliwe. W tym artykule chciałem się przyjrzeć niektórym z tych mitów…


1. Wypadek = wylatujesz przez przednią szybę.

Jedna z klasycznych scen, używanych m.in. dla dużej dynamiki obrazu- dwa samochody zderzają się czołowo, osoby nieprzypięte pasami wylatują przez przednią szybę i rozbijają się gdzieś na drodze. Problem z tą sceną jest jeden – uczy widzów, że jeśli nie zapną pasów, to zagrażają tylko sobie (co jest m.in. podstawą dla dużej części ruchów przeciwko obowiązkowi zapinania pasów).

Z tym obrazem jest jednak duży problem:

1) jedynie ok. 18% wypadków drogowych to kolizje czołowe

2) nawet wśród kolizji czołowych jedynie niewielki procent to idealne zderzenie maska w maskę, zwykle mamy do czynienia z uderzeniem pod jakimś kątem

3) zderzenia często prowadzą do karambolu, gdzie na dany samochód oddziałuje kilka kolejnych uderzeń.

Gdzie ten problem? Cóż, powyższe dane oznaczają, że w przypadku przytłaczającej większości zderzeń nieprzypięci pasażerowie nie wylecą do przodu przez szybę, tylko zmienią się w żywe pociski, odbijające się po wnętrzu samochodu z prędkością kilkudziesięciu (niekiedy stu kilkudziesięciu) kilometrów na godzinę oraz całą swoją masą… Jeśli miałbyś wątpliwości – to nie jest zdrowy układ. Nie zapinając pasów nie ryzykujesz tylko własnym życiem – ryzykujesz, że miotany po samochodzie zabijesz innych pasażerów. Z tego samego powodu należy unikać wożenia ciężkich, nieprzypiętych rzeczy w samochodzie.


2. Zatrzymanie akcji serca? Sztuczne oddychanko i do boju!

Kolejny popularny motyw filmowy – w końcu nic tak nie dodaje dramaturgii jak postawienie bohatera na krawędzi śmierci. Mamy więc sytuację, gdy bohaterowi staje serce, ktoś – najczęściej ukochana – robi mu masaż serca (delikatniuśko i bez łamania żeber, w odróżnieniu od prawdziwego masażu), sztuczne oddychanie i bohater budzi się…

Po czym od razu wstaje biorąc swoją ukochaną w ramiona albo rzuca się w pogoń za głównym złym. Bo zatrzymanie akcji serca to jak taki większy guz, prawda?

No więc, nie prawda. Generalnie po takim zabiegu – zakładając, że byś go przeżył, bo w przypadku pozaszpitalnego masażu serca, przeżywalność wynosi ok 15% – miałbyś połamane żebra i mostek, prawdopodobnie krwawił wewnętrznie i generalnie rzecz biorąc nie nadawałbyś się do absolutnie niczego poza długą drzemką.

Ale skoro jesteśmy przy masażu serca – gorąco zachęcam do zapoznania się z tematyką pierwszej pomocy, tudzież obejrzeć instrukcje obsługi AED – automatycznego defibrylatora dostępnego w wielu centrach handlowych, na stacjach metra, itp. Zajmie Ci to chwilę, a możesz dzięki temu uratować komuś życie (skuteczność resuscytacji przy szybkim użyciu AED sięga nawet 90% !).


3. Wspaniała jednostka i wredny system

Lubimy kibicować słabemu. To po prostu buduje dramatyzm całej historii – im większe trudności przed bohaterem, tym atrakcyjniejsza jego opowieść. Lubimy filmowych buntowników i uwielbiamy im kibicować, tym bardziej, że łamanie zasad ma z natury w sobie coś ekscytującego. Nic więc dziwnego, że ogromna część fabuł książek, filmów i seriali opiera się na tym układzie. Ba, jeśli mamy dwóch bohaterów – buntownika i trzymającego się zasad, który z nich zmieni swoje nastawienie do końca filmu? Oczywiście, że nie buntownik.

Dlaczego jest to problemem? Cóż, pamiętasz tego idiotę, który ostatnio zajechał Ci drogę wymuszając pierwszeństwo? On też był buntownikiem walczącym z presją systemu.

Tak się bowiem składa, że większość systemów sprawdza się całkiem nieźle i zwykle działa dla ludzi. Jasne, są patologie. Są problemy, które należy naprawiać. Są w końcu dranie wykorzystujący zasady systemu dla swoich celów.

Ale na koniec dnia? Na koniec dnia systemy są tak powszechne po prostu dlatego, że zwykle działają i się sprawdzają. A na każdego buntownika walczącego ze złym systemem i mającego pełną słuszność przypada dziesięciu świrów i piętnastu rozwydrzonych, niedojrzałych drani uważających, że ich akurat zasady nie powinny obowiązywać, bo oni są wyjątkowi. A przez taką, a nie inną postawę promowaną w filmach, mamy sporą szansę na to, że zaczniemy wspierać tego świra czy roszczeniowego drania – bo w końcu to buntownik walczący z systemem, a system musi być zły!

Nie, nie musi.


4. Miłość od pierwszego wejrzenia do grobowej deski

Ehh, nie zliczę, ilu klientów miałem skrzywdzonych przez tą opcję.

Ponownie, fabularnie jest ona uzasadniona. Dramaturgia powstaje, gdy nie możemy zdobyć czegoś, co pragniemy, albo gdy nie możemy się pozbyć czegoś, czego nie chcemy. Im większa trudność, tym większa dramaturgia. Trudność zdobycia serca dziewczyny, która widzieliśmy przez pięć sekund w autobusie jest nieporównywalnie większa, niż trudność zdobycia serca kogoś, kogo znaliśmy od lat i z kim dobrze się dogadujemy. A że za trudność musi być nagroda, to oczywiście gdy już się tą osobę pozna, musi się okazać, że jest wspaniała i cudowna. W końcu to oczywiste, że możemy ocenić swoje dopasowanie do stworzenia związku z drugą osobą na podstawie spotkania trwającego ułamek sekundy.

W filmie czy powieści działa to dobrze. Niestety, w realnym świecie może prowadzić do bolesnego rozczarowania, albo co gorsza – do bezsensownego, wieloletniego czekania na „tego jedynego”, czy „tą jedyną”, którą się spotka i od razu poczuje do niej tą wyidealizowaną, wspaniałą i niezłomną pasję. I na pewno będzie to z góry oznaczało, że to osoba fajna, z którą będzie się dobrze żyło przez kolejnych pięćdziesiąt lat…

Dla jasności, nie twierdzę, że takie sytuacje w ogóle się nie zdarzają. Są one jednak rzadkie, wymagają określonej konstrukcji psychicznej „zakochującego się” i nader wszystko – często kończą się dość kiepsko.


5. Firmy są tylko w biurowcach

W to kłamstwo sam długo wierzyłem i czytając biografie wielu moich biznesowych idoli, oni również mieli z tym problem. Z tym, czyli z faktem, że firmy, nawet małe, są w filmach typowo przedstawiane jako mieszczące się w wielkich biurowcach i drogich, luksusowych biurach. Znów, z perspektywy reżysera jest to uzasadnione – łatwiej przekonać widza, że ta firma ma dobre wyniki, pokazując luksusowe otoczenie.

To jednak sprawia, że ludzie zaczynający w biznesie, startujący w swoich mieszkaniach, wynajętych, tanich lokalach, coworkingu, itp. często maja z tyłu głowy pewne kompleksy. Bo przecież „powinni” mieć luksusowe biura, jak w każdym z filmów – mimo, że na tym etapie takie biura generują jedynie koszta, często kolosalne i znam kilka firm, które takie koszta pogrążyły. W rzeczywistości w biurowcach mieszczą się głównie duże korporacje, a i one często tną koszta, przenosząc się na obrzeża miast to tzw. parków biznesowych. Wiele biurowców w centrach miast potrafi wręcz świecić pustkami – ogromny czynsz nie przekłada się bowiem na korzyści biznesowe.

director-237412_640

Filmy niekoniecznie mówią prawdę…


Ciąg dalszy nastąpi…


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis